Miniony miesiąc z telefonu

Miniony miesiąc z telefonu


Miniony miesiąc *listopad* jest jednym z moich ulubionych. Może nie ma słońca, robi się coraz zimniej i coraz ciemniej... ale ma swój urok. Uwielbiam siedzieć w domu, zapalić świeczki, zjeść dobre jedzenie i korzystać z wolnego czasu pod ciepłym kocem.. Jest to też miesiąc, w którym obchodzę swoje urodziny. Tym razem obchodziłam je aż dwa razy! W Polsce i w mojej ukochanej Norwegii!




#1. Urodzinowy miś od moich Atomówek. Ma aż 160cm! Mieszkanie na niego jest za małe.. więc obecnie oglądam NA NIM telewizję ;)
#2. Suuuuushi i przepyszna sałatka wakame.
#3. Niespodziewany urodzinowy kurier.. i wszystko to, co Ala lubi najbardziej! ❤
#4. Sunday-funday!





#1-2. Niespodzianka od mamy i przepyszny tort z malinami (własnoręcznie zbieranymi) i amaretto! 
#3. Widok na Oslo spod Pałacu Królewskiego.
#4. W drodze do Króla na herbatkę...  





#1. Znowu kwiaty... Chyba mnie lubi! 
#2. Niespodzianka! Przesłodkie, najkochańsze ,,coś".
#3. Prezent od mojego ❤, wizyta w spa w Oslo i suuuper odprężający masaż aromaterapeutyczny.
#4. Romantyczna kolacja na Aker Brygge i koniecznie łosoś!





#1. Czekając na pociąg do Oslo w Drammen. Jak zawsze najpiękniejsze niebo! #skyporn
#2-3. Widok z diabelskiego młynu i karuzela na Vinterland w Oslo 
#4. Do zobaczenia wkrótce Norwegio! 


To był zdecydowanie dobry miesiąc... Spędzony w gronie najbliższych mi osób! 
Badania zrobione, Powoli będę schodzić z dawki cyklosporyny, badania wciąż w toku. 
Oby było tylko lepiej! Pamiętajcie, że małe rzeczy najczęściej dają nam najwięcej radości. Zwracajcie na nie uwagę! Zapomnijcie na chwilę o swoich dolegliwościach, problemach a świat (chociaż przez moment) stanie się piękniejszy.
Buziaki! 









Odżywianie w łuszczycy - spotkanie z autorką książki w Warszawie

Odżywianie w łuszczycy - spotkanie z autorką książki w Warszawie


12 listopada w Domu Literatury w Warszawie odbyło się spotkanie ,,Warszawskich biedronek". 
Gościem specjalnym była magister farmacji, dietetyk i autorka książki pt. ,,Odżywianie w łuszczycy - wpływ diety na stan skóry" Magdalena Kurzyp. 


Na spotkaniu autorka mówiła o tym, że najważniejszą sprawą w leczeniu jest odtrucie organizmu. Mowa była o jelicie grubym, wątrobie, nerkach, płucach, czyli organach, które są odpowiedzialne za usuwanie szkodliwych substancji oraz o zwiększonej przepuszczalności ścian jelita co może mieć miejsce u chorych i wpływ na przebieg choroby. Wtedy ważne jest to co jemy, czy składniki naszego pożywienia mają skłonności do zalegania i czy nie obciążamy za bardzo wątroby.


W książce możemy przeczytać, że Łuszczyca wydaje się być chorobą dietozależną. To co jemy wpływa na każdą istotę żywą. Jednak w przypadku łuszczyków dieta może mieć wpływ na stan naszej skóry, większe lub mniejsze wysypy. Dieta powinna być pełnowartościowa, czyli mieć wszystkie grupy produktów spożywczych takie jak: białko, tłuszcz pochodzenia roślinnego, węglowodany (głównie złożone), sole mineralne/witaminy. Powinniśmy też ograniczyć gluten. 
Mowa jest też o tym, że powinno się unikać jedzenia warzyw z rodziny psiankowatych, do których należą: bakłażan, ziemniaki, papryka, pomidory, kolorowy pieprz oraz... tytoń. 

Dlaczego? Zawierają one ALKALOIDY, czyli zasadowe związki organiczne. Podobno mają one szkodliwe działanie u osób chorych na łuszczycę i z problemami stawów. 
Wszystko jest w środku dokładnie opisane, jakie produkty jeść, jakich nie jeść, mamy ponad 100 przepisów oraz przykłady jadłospisów. 

Tak jak każda inna "specjalna" dieta, jednemu pomoże, innemu nie. Jednak myślę, że warto zainteresować się tą książką i spróbować. Jeśli nie dokładnie tej diety to przynajmniej zastanowić się nad tym co kładziemy na talerz. 



Na spotkaniu dostaliśmy również próbki kosmetyków. Krem ochronno-regeneracyjny od Bioarpil oraz balsam do ciała Biotar z uwielbianym przez wszystkich dziegciem! :P
Tatuaż a Łuszczyca - można czy lepiej nie ryzykować?

Tatuaż a Łuszczyca - można czy lepiej nie ryzykować?




Czy można zrobić tatuaż chorując na Łuszczycę skóry? 
Ostatnio jest to chyba najczęściej zadawane pytanie poprzez osoby chore - w szczególności przez młodych Łuszczyków. I muszę przyznać się, że osobiście nigdy się nad tym specjalnie nie zastanawiałam. Chciałam mieć tatuaż - i go zrobiłam.
Mój pierwszy tatuaż zrobiłam sobie na 19-te urodziny. Był to po części prezent od mojej mamy (dołożyła mi się do niego i wspierała mnie duchowo w salonie tatuażu. DUCHOWO, mimo obecności, gdyż zwyczajnie nie była w stanie patrzeć jak ktoś sprawia mi ból ;))
Pamiętam ten dzień jak dziś. O dziwo ja, jako osoba, która panicznie boi się igieł (sam ich widok sprawia, że odwracam głowę w innym kierunku.. a tłumaczenie ,,to będzie jak ugryzienie przez komara" najzwyczajniej na mnie nie działa) nie bałam się a byłam strasznie podekscytowana!








W momencie kiedy robiłam tatuaż, nie miałam wysypu ani przebarwień. To był ten czas kiedy miałam dłuższą przerwę od choroby a jakiekolwiek ślady po niej miałam jedynie na nogach. Nie wiedziałam wtedy nawet, że mówi się iż chorując na łuszczycę nie powinno się robić tatuaży.

Udzielam się na kilku forach "Biedronek". Czytałam tam wielokrotnie wypowiedzi pacjentów, którzy na zapytanie ,,czy mogę?" słyszeli ,,absolutnie nie!". Dlaczego wiele lekarzy tak właśnie myśli? Nie wiem, lekarzem nie jestem. Podejrzewam jednak, że chodzi o to iż Łuszczyca jest często chorobą nieprzewidywalną. Jednym coś szkodzi - innym zaś to samo może pomóc. Dieta, słońce, leki, maści i tak samo jest z tatuażami.



Tatuaż, jakby nie patrzeć tworzy stan zapalny. A każde takie ognisko w naszym ciele, rany, otarcia, mogą wywołać wysyp. Jest jednak część biedronek, które śmiało twierdzą, że nie słuchali lekarza i tatuaż nie wywołał u nich nawrotu/pogorszenia choroby a wręcz obecnie plamki omijają obszar, gdzie mają swoje małe dzieło sztuki. Podobnie jest ze mną. Minęły trzy lata, wysyp pojawił się u mnie od tego czasu dwukrotnie (pierwszy ponad rok po jego zrobieniu) i faktycznie mam wrażenie, że łuszczyca omija to miejsce, na literach nie było ani jednej plamy - jedynie obok a z samym tatuażem nic się nie zmieniło. Wszystko na swoim miejscu.




Niestety nie ma reguły, czy tatuaż nam zaszkodzi czy nie. Jestem więc zdania, że jeśli naprawdę marzycie już od jakiegoś czasu o tatuażu... spróbuj! Raz się żyje, nie odmawiajmy sobie wszystkiego. Możesz równie dobrze zacząć od małego w jakimś mniej widocznym miejscu by sprawdzić reakcję Twojego organizmu. Znajdź jednak profesjonalny salon, który ma dobre opinie. Nie wstydź się pytać.  Ja planuję kolejny i już nie mogę się doczekać aż ,,słowo ciałem się stanie" na mojej skórze.

A Wy, jakie macie przemyślenia na ten temat? Planujecie tatuaż, jest coś jeszcze czego się obawiacie? Jeżeli robiliście tatuaże, jak zareagowała Wasza skóra? Dajcie koniecznie znać!

Codzienna pielęgnacja ciała - wrzesień

IMG_7965.JPG
Teraz, kiedy nie mam już wysypu i suchej, łuszczącej się skóry pielęgnacja nie jest aż taka wymagająca. Wszelkie maści, specjalne kremy odeszły na razie w odstawkę. Ważne dla mnie jest jednak, by skóry nie podrażnić oraz by utrzymać skórę w jak najlepszej kondycji. Chcę by była gładka i dobrze nawilżona. Dzisiaj przedstawię Wam czego obecnie używam na co dzień.
IMG_7962.JPG
Garnier Respons Body Nourishing Lotion Mythic Olive, Garnier
Balsam zakupiłam będąc w Norwegii. Rzadko kiedy biorę coś ze sobą na wyjazdy ze względu na ograniczenia w bagażu podręcznym. Zawsze staram się znaleźć coś na miejscu. Ten spodobał mi się na tyle, że zabrałam zapas ze sobą. Mimo, iż jest to "drogeryjny" balsam nie podrażnia mojej skóry a pozostawia ją gładką. Do tego ma przyjemny, delikatny zapach - a my biedronki baaardzo to doceniamy, kiedy możemy użyć kosmetyku, który nie śmierdzi ;)
Kosztował ok 60 nok czyli ponad 20 zł.
IMG_7963.JPG
Aloe Aqua Soothing Gel Hydra & Moisture Aloe Vera 99%, Skin 79
Łagodzący żel aloesowy. Działa kojąco i jest bardzo uniwersalny. Można używać go zarówno do całego ciała, twarzy jak i włosów. Szybko się wchłania, delikatnie chłodzi i nie pozostawia tłustej skóry. Uwaga! Uzależnia, przez co szybko się kończy! Dla wszystkich typów skóry.
P.S. Świeżo po zakupie miałam przygodę z gorącą wodą. Poparzyłam rękę wrzątkiem. Żel bardzo mi przy tym pomógł. Ból był mniejszy a śladu na ręce już nie ma. Cud miód!
Kupiony w promocji za 39,90 zł na stronie oficjalnego polskiego dystrybutora SKIN79.
IMG_7964.JPG
Nierafinowany olej kokosowy extra virgin
Ta pozycja w pielęgnacji chyba już nikogo nie dziwi. Olej kokosowy jest dobry na wszystko. Zarówno do jedzenia, smażenia, do demakijażu, olejowania włosów czy jako olejek do ciała po kąpieli. Dla mnie najlepiej sprawdza się jako olejek do demakijażu i nawilżanie po prysznicu. Najlepiej wcierać go w jeszcze delikatnie mokrą skórę, wtedy skóra nie będzie po nim taka tłusta. Uwielbiam jego delikatny, kokosowy zapach. Wiem, że wiele biedronek używała go także na skórę głowy. Ja osobiście mogę go polecić również na łuskę na ciele. Z pewnością jej nie podrażni a dobrze natłuści. Czytałam także, że niektórzy używają go także do pielęgnacji jamy ustnej i wybielania zębów.
Ten akurat kupiłam za 19,90 zł w Tesco.
Ciągle szukam ulubionych kosmetyków, które będą miały jak najwięcej składników aktywnych i jak najbardziej naturalny skład. Wierzę, że ma to ogromy wpływ na kondycji naszej skóry. Jak widzieliście na zdjęciach, poza śladami po łuszczycy nadal mam bardzo opalone nogi. Znacie jakieś sposoby na pozbycie się opalenizny i wyrównanie kolorytu? Dajcie koniecznie znać!

Happy World Psoriasis Day 2016!

29 października co roku obchodzimy Światowy Dzień Chorych na Łuszczycę. Ma on na celu uświadamianie chorym, że nie są sami. Zdrowym, co to właściwie jest za choroba i przede wszystkim – że nie jest zaraźliwa i nie jest taka straszna jak ją malują. Chcemy zwrócić na problem, z jakim zmaga się masa ludzi na całym świecie. Wciąż mamy problem z akceptacją i z odpowiednim leczeniem. Z tej okazji postanowiłam właśnie DZIŚ opublikować mój pierwszy post.
Ten moment przekładałam od miesięcy. Ciężko jest stanąć przed całym światem (również tym wirtualnym) i przyznać się do choroby. Szczególnie tak przez innych nie rozumianej i wciąż wstydliwej..
Cześć, na imię mam Alicja, mam 21 lat i choruję na łuszczycę.

Co to jest łuszczyca?


Łuszczyca jest zapalną chorobą skóry z nadmierną produkcją naskórka. Przeciętny człowiek regeneruje naskórek w ciągu około 28 dni. W przypadku łuszczycy proces ten przebiega w ciągu zaledwie nawet 3-4 dni. Szacuje się, że na łuszczycę choruje około 1-3% ludzi na świecie.

Łuszczyca jest chorobą przewlekłą, której nie można wyleczyć. Łuszczyca jest niezakaźna. Jest to choroba o podłożu genetycznym, jednak jej sposób dziedziczenia nie jest do końca poznany. Łuszczyca wiąże się również z działaniem układu odpornościowego organizmu. Skóra stanowi pewną barierę ochronną, a zmiany łuszczycowe mogą zakłócić tę ochronę narażając chorego na infekcje.

Źródło: luszczyce.pl


Ja na łuszczycę zachorowałam w wieku 10 lat. Nie było jej wcześniej w mojej rodzinie i zdiagnozowanie jej zajęło lekarzom masę czasu. Podejrzeń było co niemiara, podobnie jak leków, którymi mnie faszerowano „w ciemno”. Na szczęście trafiłam w końcu do Instytutu Matki i Dziecka gdzie na wejściu Pani Dermatolog bez zastanowienia stwierdziła „Łuszczyca. Tu jest skierowanie do szpitala”.
Leżałam w szpitalu 10 dni. Wszystko zostało zaleczone, zostały ,,tylko” przebarwienia. Pamiętam, że okropnie się ich wstydziłam bo wyglądałam jakbym była cała posiniaczona. Z tyłu głowy ciągle miałam to, że jestem łuszczykiem co powoli zaczęło wpływać na moją psychikę a konkretniej – samoocenę…
Tak, łuszczyca jest też częstym powodem depresji wśród chorych. Wpływa na to jak postrzegamy samych siebie. Wszystko się kręci wokół choroby a my mamy wrażenie że inni widzą tylko nasze plamy, nawet jeśli nie zwracają na to uwagi. Najgorsze jest to, że STRES jest naszym największym wrogiem – a tego pokonać nie lada wyzwanie😉.
Urodziłam się wcześniakiem. Przyszłam na świat niecałe dwa miesiące przed terminem, co wydaje mi się, czuję w kościach do dziś. Chodziłam do przedszkola dla alergików. Nie mogłam jeść glutenu, nabiału, mięso tylko z indyka. Na szczęście dzięki ścisłej diecie alergia ustąpiła. Nie zostawiła mnie jednak samej- kilka lat później przyszła do mnie szanowna koleżanka Łuszczyca…Cóż, jak nie urok to..😉
Zawsze byłam bardzo żywą dziewczynką. Chodziłam do szkoły sportowej, nigdy nie mogłam usiedzieć w miejscu. Próbowałam wszystkich sportów jakie były dostępne w mojej szkole. Od tenisa stołowego po pływanie, siatkówkę czy tenisa ziemnego. Po lekcjach jeździłam na rolkach, łamałam ręce na trzepakach i skakałam z koleżankami na skakance czy w gumę (ahhh, co za czasy!). Taniec zawsze był moją pasją. Aż pewnego dnia.. zwolnienia z wf-u, chodzenie pół życia w długich spodniach mimo, że uwielbiałam spódniczki (tym samym musiałam polubić rajstopy).
Jak tak teraz miałabym porównać siebie podczas choroby i bez niej – przeraża mnie jakimi różnymi osobami bywałam. Miałam kilkuletnią przerwę w wysypie. W tym czasie zdążyłam zwołać zupełnie OBCYCH ludzi w internecie, z którymi wspólnie zaczęliśmy tworzyć układy do piosenek Michaela Jacksona, stworzyć grupę taneczną i występować na wielu wydarzeniach. Miałam tylko 16 lat a czułam, że mogę wszystko. Po krótkim czasie prowadziłam z nowymi znajomymi warsztaty taneczne w jednym z Domów Kultury. Byłam bardzo towarzyska, uwielbiałam poznawać nowych ludzi i spędzać z nimi czas na mieście. „Dom jak hotel” – znacie to?
Po tych kilku beztroskich latach położono mnie drugi raz w szpitalu dermatologicznym. Choroba wróciła. Zaleczono skórę mniej więcej po dwóch tygodniach po czym kontynuowałam jeszcze leczenie w domu, oczywiście na zwolnieniu. W pewnym momencie zaczęłam mieć poważne kompleksy. Pamiętam, że brałam leki, które pomagały mi zasnąć. Rano nie mogłam (lub podświadomie nie chciałam) się budzić i wstać z łóżka. Jeśli nie miałam zwolnienia – wagarowałam. Z jakichś powodów porzuciłam także taniec. Miałam wrażenie, że nikt mnie nie rozumie, nie wie przez co przechodzę. Wszystko przez jakieś głupie plamy.
Łuszczyca może wpłynąć także na nasze stawy. W wieku 17 lat wylądowałam w Instytucie Reumatologii. Zaczęłam miewać bóle stawów. Leżałam tam tydzień, zrobiono wszelkie badania jednak nie stwierdzono jeszcze „łuszczycowego zapalenia stawów”.
Za miesiąc skończę 22 lata. Obecnie jestem na półmetku najdłuższego w życiu wysypu, trwa on ponad 1,5 roku. Ostatnie dwa lata były dla mnie prawdziwą burzą emocji, stresu i ciężkich przeżyć, co wpłynęło na moją psychikę – i skórę. Gdy choroba daje się we znaki, cały entuzjazm gdzieś znika. Nie powiem, że nie jestem towarzyska, bo wciąż uwielbiam przebywać wśród ludzi, jednak nie jestem już tak otwarta na to co nowe jak kiedyś. Cieszę się zawsze z małych rzeczy. Uwielbiam podróżować, zwiedzać. Zdarza mi się jednak szukać na siłę powodów by po prostu zostać w domu. W swojej strefie komfortu gdzie nie muszę się przed nikim ukrywać lub odpowiadać na pytania „nie za gorąco Ci?” – gdy chodzę w długich spodniach przy 30 stopniach, bądź „co Ci się stało?” gdy postanowię założyć szorty. Chodziłam na naświetlanie lampami do szpitala trzy dni w tygodniu przez pół roku. Było super, skóra była czysta, zdążyłam kilka razy nacieszyć się gołą skórą na mieście. Efekt utrzymał się tylko chwilę. Niestety, choroba jest tak upierdliwa, że nawrót może nastąpić na przykład po takiej infekcji jak angina. Więc zaczęła się „zabawa” od nowa.
Processed with VSCO with hb2 preset

Moje nogi przed podjęciem nowego leczenia.
Muszę przyznać jednak, że mimo wszystko mam trochę „szczęścia” w tym nieszczęściu. Gdy wpiszesz w wyszukiwarkę Google „łuszczyca” wyskoczą Ci okropne zdjęcia. Ja mam chyba najłagodniejszą odmianę. Nigdy nie miałam zajętej twarzy zmianami ani wielkich płatów łuski, tylko małe „plamki”.
Non stop robione są mi jakieś badania (chociażby takie jak krew, czy nawet USG brzucha, USG piersi i RTG). Jestem w trakcie nowego dla mnie leczenia doustnego. Biorę Equral, lek, który jest brany również po przeszczepach… Biorę go już ponad 2 miesiące i poprawa jest znacząca. Skóra jest gładka, zostały same przebarwienia na skórze. Gdyby nie fakt, że w te wakacje byłam mocno opalona – ślady zrównałyby się z naturalnym kolorem mojej skóry i nie byłoby żadnej plamy. Tabletki mnie osłabiają, obniżają moją odporność ale muszę brać je jeszcze dłuższy czas by utrzymać efekt. Z czasem powoli zacznę (mam nadzieję!) schodzić z dawki aż w końcu zakończę leczenie zupełnie. Póki co jednak muszę nadal chodzić na badania i pilnować wyników. To może człowieka przytłoczyć. Grunt jednak, że wszystko idzie w dobrym kierunku!
Processed with VSCO with hb2 preset
Tak opaliłam nogi podczas tegorocznych wakacji w Norwegii! Dla wielu z nas słońce działa jak najlepszy lek. Plamki wtedy jeszcze były suche, łuszczące się.
Postanawiam wyjść z ukrycia. Może nie jestem jeszcze gotowa by chodzić w szortach po najbardziej zatłoczonych miejscach miasta (szczególnie, że zaraz mamy listopad…) jednak chcę wreszcie zacząć o niej mówić! Dotąd mówiłam wszystkim, że mam uczulenie. Masa ludzi do dziś nie ma pojęcia na czym polega główny problem osób chorych na łuszczycę – otóż uwaga: NIEWIEDZA INNYCH. Boimy się reakcji, odrzucenia. A to przecież tylko „trochę bardziej sucha skóra”. Nie zmienia to nas jako ludzi. Czyni nas to innymi ale nie gorszymi. Łuszczyca to taka druga cukrzyca, z którą żyje się całe życie z tą różnicą, że łuszczycę zobaczymy gołym okiem. Z tego powodu zaledwie mały procent moich bliskich wie z czym tak naprawdę się zmagam już od tylu lat.
Processed with VSCO with a6 preset
Moje nogi dzisiaj. Zostały same przebarwienia, które powinny zejść wraz z opalenizną.
Apeluję do innych chorych. Nie wstydźmy się bo nie mamy czego. Nie popełniliśmy żadnego przestępstwa, nie zaniedbujemy siebie (znacie kogoś innego kto TAK pilnie pielęgnuje skórę nawet kilka razy dziennie? ;)). Nie załamujmy się. Nie jesteśmy ŚMIERTELNIE chorzy. Wyjdźmy z ukrycia! Na tym life’stylowym blogu chcę udowodnić, że można normalnie (i fajnie!) żyć z chorobą. Nie wiem jak Wy ale ja chcę żyć a nie tylko przeżyć!🙂
Copyright © 2014 Alicepolishgirl , Blogger